piątek, 18 listopada 2016

Yves Saint Laurent * Liberator * Podkład + serum.

  Cześć Dziewczyny.
Dziś kolejny "test" podkładu z próbki.
Mowa o Yves Saint Laurent Liberator serum + foundation
Ten podkład chodzi za mną już od kilku lat, około półtora roku temu już go próbowałam :)
Wtedy odcień miałam za ciemny, zbyt żółty, oraz nałożyłam go na treściwy krem, co dało efekt okropnego świecenia już 3 godziny od nałożenia.
Tym razem wybrałam kolor numer B20 , jest ładny, jaśniutki, bezowy.

  Sam podkład przyjemnie pachnie, jest dość rzadki, czuć w nim te nawilżające (lekko oleiste) serum. Nakłada się bez problemu, jest płynny, lekki, jak lotion. Co do krycia, to niestety jest maleńkie. Kolor cery wyrówna, lecz jak macie niedoskonałości, to on Wam ich nie ukryje.
Na skórze mimo iż nie jest bardzo widoczny, to jest odczuwalny. Czuję taki jakby suchy olejek, podkład nie scala się ze skóra (przynajmniej nie z moją :) Jest lekki, ale czuć coś na zasadzie suchego olejku. Nie wiem jak Wam to inaczej określić ;)
Wykończenie ma rozświetlające. To co mi się w nim podoba, to to , że nie wchodzi w pory, nie zaznacza struktury twarzy, nie wchodzi w zmarszczki. Przypudrowany wygląda całkiem ok.
Jednak..utrzymał się u mnie jedynie 4-5 godzin, po 7 godzinach nie widziałam na buzi już niczego, prócz bronzera, który niestety na tym podkładzie mi zjechał. Zaczął się dość mocno błyszczeć już po 4 godzinach.

  Podsumowując moją opinię, po tak naprawdę 2 razach użycia.
Jest to podkład na krótkie wyjścia na co dzień, dla dziewczyn, które nie mają problemów z cerą, nie mają większych niedoskonałości. Sprawdzić się może dla skór suchych. Tłuste i mieszane w kierunku tłustym nie będą z niego zadowolone. Jeśli mam być szczera, to wolałabym kupić oddzielnie serum i oddzielnie podkład. Takie połączenia chyba nie są dla mnie.















Jeśli go macie, dajcie oczywiście znać co o nim myślicie :)
Pozdrawiam serdecznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz