SMASHBOX *Studio Skin* Demonstracja i słów kilka o podkładzie.

   Cześć Dziewczyny!
Zanim kupiłam mój ukochany podkład od Clarinsa testowałam wiele innych, brałam przy każdym wejściu do Sephory, czy Douglasa jakąś próbkę podkładu nawilżającego, żeby trafić na ten, który zaspokoi wszystkie moje zachcianki :)) Pozostało mi jeszcze kilka próbek, a że nie będę przynajmniej na razie żadnego z nich kupować, przetestuję te co mi zostały, porobię zdjęcia, bo może któraś z Was jest na etapie wyboru podkładu. Może Wam te testy pomogą. 
            
   Na pierwszy strzał idzie nowa, ulepszona wersja Smasboxa Studio Skin, która została mi wręcz wciśnięta w rękę w Sephorze, kobitki bardzo ją zachwalały, bo to "nowość", bo jest świetny, najlepszy i takie tam ;)  Starszą formułę miałam kilka lat temu, pamiętam że był dobry i przez pewien czas plasował się na 1 miejscu, w mojej kosmetyczce. Miał dobre krycie ( powyżej średniego ), bardzo dobrze się utrzymywał i faktycznie był nawilżający, a przynajmniej nie wysuszał mnie. Rozświetlał. Więc wzięłam go z chęcią :)
Oto jest jego nowa wersja ( butelka wygląda identycznie, jak stara)



                                                                                    źródło


Co do mojej cery, to w tym momencie jest normalna z tendencją do przesuszania w strefie T. Mam już pierwsze zmarszczki ( 33 lata ;) Na policzkach rozszerzone pory. Trochę przebarwień po niedoskonałościach. Poza tym moja skóra jest nad reaktywna. Wystarczy, że ją dotknę i już zostają czerwone plamki. Mocno reaguje na zmiany temperatury, również tworzą mi się, szczególnie na dekolcie plamy. 




   Mój kolor podkładu SMASHBOX Studio Skin ma numer 1.0.
Jest to prześliczna, jasna brzoskwinka. Taki odcień dodaje świeżości, niweluje szarość, ziemistość cery. Nakładałam podkład palcami, normalną ilość, nie za dużo, nie za mało.




   Podkład bardzo szybko zaczął mi zastygać. Nie udało mi się dołożyć drugiej warstwy w newralgicznych miejscach, ponieważ druga warstwa nie mogła połączyć się z pierwszą, Zaczęły powstawać plamy, pierwsza warstwa zaczęła się odrywać? Bardzo źle mi się ten podkład nakładało, możliwe że gąbka dałaby sobie lepiej radę. Tak jak wspomniałam podkład należy do tych zastygających, co sprawia, że jest u mnie mocno wyczuwalny. Miałam odczucie czegoś ciężkiego, mocno przyklejonego, jakby skleił mi pory, wiecie o jaki uczucie chodzi..
Poza tym wygląda bardzo brzydko. Tworzy typowe ciasto na twarzy, takie rozwarstwione.
Podkreśla BARDZO wszelakie włoski na buzi, wchodzi w zmarszczki i je podkreśla . Wygląda bardzo źle z bliska. Bardzo źle!







PRZEPRASZAM ZA TE ZDJĘCIE PONIŻEJ, ALE SKORO NA TAMTYCH NIE WIDAĆ JAK ŹLE ON WYGLĄDA, BO TAKIE WIADOMOŚCI DOSTAWAŁAM, TO WSTAWIAM TAKIE, KTÓRE NA POCZĄTKU ODRZUCIŁAM, BO JEST OKROPNIE ;)
ALE NIE CHCĘ, ŻEBYŚCIE MYŚLAŁY, ŻE PRZESADZAM..






Natomiast z daleka jest całkiem ok.
Tutaj PO DODANIU BRONZERA 



 Jeśli chodzi o krycie to jest w porządku, choć większych niedoskonałości mi nie pokrył. Nie pudrowałam już twarzy, ponieważ sam podkład zostawił mi mocno pudrowe wykończenie. Co jest dziwne, bo jak się go dotyka, to ma się wrażenie, że jest on nawilżający.. Taki też miał być, miał się dobrze sprawdzić dla suchej skóry, tak powiedziała mi wizażystka w Sephorze.
   Nie wiem co oni z nim zrobili.. Przecież jego poprzednia wersja była 100x lepsza!
Było nawilżenie, absolutnie nie tworzył ciasta!  Bardzo dobrze jego 1 wersję wspominam.

   Jedyna rzecz, która się nie zmieniła to jego utrzymywanie się. Jest BARDZO długotrwały.
Spokojnie 10 godzin siedział na mojej buzi, pod koniec dnia nawet się zbytnio nie błyszczał.
Na szczęście nie wysuszył mi cery, ale nie wiem czy mnie aby nie zapchał..
Pewne jest, że ja go nie kupię, u mnie się zupełnie nie spisał.
Możliwe, że osobom z tłustą cerą podpasuje, u mnie to ciężkie ciacho, a nie podkład.
Dajcie znać jak wygląda u Was i czy go lubicie?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Sweet Sins , Blogger