czwartek, 3 listopada 2016

Żelki od Diora * DIORShow fusion mono * CIENIE W SŁOICZKACH.

Cześć dziewczyny.
Pragnę podzielić się z Wami moim zdaniem na temat tych dwóch cieni do powiek.
DIOR Diorshow Fusion Mono




   Nie wiem czy wiecie, ale ja do makijażu dziennego najczęściej używam cieni w kremie, ponieważ nimi najszybciej  taki makijaż zrobię. Zanurzam palec w słoiczku ( tutaj cieszę się, że mam krótkie paznokcie ;), nakładam cienie na powiekę, drugim opuszkiem zacieram granicę i tak wygląda mój makijaż na szybko. Nie trzeba się spinać, starać, rozcierać , dokładać, używać przy tym 10-ciu pędzli. Cienie w formie kremu, czy też żelu mają to do siebie, że wyglądają jeszcze lepiej nałożone odrobinę niechlujnie. Cienie DIOR do tego bardzo łatwo przenikają się ze skórą, nie tworzą wyraźnych granic.
Do tego ich formuła to nie jest typowy krem, tylko taka żelowa poduszeczka, nie zastygają jak kremowe cienie. Co mnie bardzo zaniepokoiło, ponieważ bałam się, że będą się rolować, zmazywać w ciągu dnia, przemieszczać i nie wiem co jeszcze. I tutaj miłe zaskoczenie, bo one cały dzień trzymają się niesamowicie mocno moich powiek! Bez żadnej bazy pod spodem mam je w niezmienionym stanie, aż do demakijażu. Mają prześliczne kolory, w cudny sposób się mienią, a ja to uwielbiam!
Mogę się tak o nich rozpisywać do jutra, bo naprawdę mocno mnie zaskoczyły i zauroczyły.
Zobaczcie z resztą same..



Mam odcień 881 Hypnotique, oraz kolor 751 Infinity , który jest edycją limitowaną.
Z tych dwóch ...lubię oba :-D Ale Infinity jest hipnotyzujący :))








A oto makijaż wykonany w 3 minuty, tylko nimi, do tego tusz.








Znacie? Lubicie? Podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami :) 
Pozdrawiam Was serdecznie <3



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz