wtorek, 20 czerwca 2017

LAURA MERCIER Candleglow - Blask świec na twarzy.


Blask świec na twarzy- tak Laura Mercier opisuje swój najnowszy podkład.
Nie powiem, zachęciło mnie to ogromnie, ponieważ takiego opisu jeszcze na podkładach nie widziałam. Kupiłam w Douglasie za kwotę  219zł , przetestowałam z różnymi pudrami, kremami i przychodzę do Was z moją opinią.


Podkład Laura Mercier Candleglow zamknięty jest w szklanej, zgrabnej butelce z malutką pompką, która jednorazowo dozuje bardzo małą ilość podkładu. Możemy dzięki temu nałożyć tyle, ile potrzebujemy, nic nam się nie zmarnuje.



Formuła dość gęsta,  nie spływa z dłoni, ale rozprowadza się bez problemu.
Polecam nakładać go na delikatne serum i krem, który nie należy do ciężkich.
Najlepiej zgrywa się z kremami o żelowej konsystencji.


Po nałożeniu czuć ukojenie, nawilżenie suchej skóry.
Nie ma w nim pudru, ani satyny, po prostu jest nawilżający i komfortowy, co bardzo mi się podoba.

Krycie od lekkiego do średniego, można go dokładać, ale pełnego krycia w jego przypadku nie otrzymamy. Wszystko oprócz największych moich niedoskonałości 2 warstwy przykryły. Wyrównały koloryt, ukryły zaczerwienienia, lekkie naczynka przy nosie, małe przebarwienia i czerwone plamki.
Nie poradził sobie jedynie z większymi pozostałościami po niedoskonałościach.

 Leciutko zastyga na skórze, na mojej suchej cerze nie przemieszcza się, podczas dotyku dłonią.
Ponieważ jest dość gęsty, trochę się lepi, dlatego nie polecam utrwalać go pudrami w kamieniu, pudrami o dobrym kryciu, bo możecie osiągnąć przeciążony efekt makijażu.
Pięknie się prezentuje omieciony meteorytami Guerlain, pudrem DIOR ( który cudownie wygładza buzię i bardzo dobrze utrzymuje makijaż w ryzach), oraz najlżejszym na świecie pudrem z NARS- w tym przypadku makijaż wygląda najdelikatniej.

PRZED:





Laura Mercier Candleglow w Douglasie dostępny jest w 8 odcieniach.
Mój kolor CASHEW ( jaśniutki) nadaje skórze ciepłego, rozmytego połysku, faktycznie można ten efekt przyrównać do blasku świec. Jest to jasny odcień, beż z lekkim żółtym pod tonem.
Nie wchodzi w pory, ale też nie wygładza ich zbytnio. Skóra wygląda jak skóra, całość wygląda naturalnie.

Nie podkreśla suchych miejsc, nie tworzy przesuszenia. Nawet gdy mam takowe przy nosie, to po jego nałożeniu skórki są jakby przyklejone do twarzy, nie widać ich.

Co ważne podkład nie ciemnieje, przez cały dzień ma kolor taki, jak w momencie nakładania go na twarz.

PO PRAWEJ (Twojej) MAM PODKŁAD LAURY, PO LEWEJ TYLKO PIELĘGNACJA.


Trzyma się na mojej buzi cały dzień. Oczywiście nie w stanie idealnym, trzeba go w ciągu dnia raz, góra dwa poprawić. Lekko zaczyna się wyświecać w miejscach bardziej na to narażonych.
Gdy zacznie się świecić, a my z tym nic nie zrobimy, to powoli zacznie się ścierać.
Natomiast odciśnięty bibułką i leciutko przypudrowany, trzyma się na twarzy kilka kolejnych godzin.

Nie waży się na mojej twarzy, nie tworzy ciastkanie wysusza mojej skóry, pod koniec dnia nie czuję przeciążenia. Cera nie robi się szara, ani zmęczona.

Jest to podkład typowo dla suchych skór. Myślę, że mieszane też mogą go używać, ale niestety nie utrzyma się na nich tak ładnie, jak na mojej suchej cerze.

Nadaje się również świetnie dla dojrzałych cer, ponieważ nie wchodzi w zmarszczki, nie podkreśla ich, poprzez nawilżenie cera wygląda lepiej, a dzięki odbiciu światła- młodziej, świeżej.






Do wykończenia makijażu użyłam korektor Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place, kolor 1C, meteoryty Guerlain w kolorze 03, bronzer NARS Laguna, zamiast różu nałożyłam brzoskwiniowo-złoto-brązowy produkt z DUO do konturowania od Toma Forda - TEN -  oraz rozświetlacz z tego właśnie zestawu. Pomadka to MAC FAUX.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz